“Czerwone złoto” – recenzja

“Czerwone złoto” – recenzja

Jeśli czytaliście “Diabelski owoc” to na pewno z zapartym tchem czekacie na kolejny tom przygód Xaviera Kieffera, wrażliwego szefa kuchni i detektywa, który prowadzi sprawy związane ze zbrodniami na jedzeniu i na szefach kuchni. Xavier ma też romans z piękną Valerie, szefową najsłynniejszego przewodnika kulinarnego. Mieszka w pięknym i dostatnim Luksemburgu, gdzie prowadzi własną restaurację. Bywa zapraszany na wykwintne kolacje i prywatne śniadania, na których je się fois gras, kapłona i ortolana. Nie można go nie lubić, bo ma sporo ludzkich wad. Podobnie jak ja, ma też czasem nie przechodzącego smaka na jakąś konkretną potrawę. Gdyby nie to, że raz na jakiś czas polują na niego płatni mordercy nasłani przez złe koncerny FMCG, to jego życie było prawdziwą bajką.
Tym razem Tom Hillenbrand bierze na tapetę światek sushi, który w ciągu ostatnich trzydziestu lat zmienił nasze nawyki żywieniowe, ale też przyczynił się do przetrzebienia populacji tuńczyka błękitnopłetwego i spadku jakości ryb na naszych stołach. W świecie, kiedy morza zaczynają świecić pustkami, właściciele restauracji sushi mają 2 opcje: albo zmienić profil restauracji, która do tej pory była kurą znoszącą złote jajka, albo znaleźć alternatywne źródło tuńczyka, który nie będzie jednak ani zdrowy, ani bezpieczny.
Podstawową obserwacją Hillenbranda jest coś, co zauważyłam na własnym przykładzie. Ludzie na całym świecie zaczynają jeść coraz więcej ryb i są to często te same gatunki (jak łosoś czy tuńczyk). Popyt z roku na rok rośnie, a przecież ryb nie przybywa. Jestem jedną właśnie z tych osób, które na skutek przemian cywilizacyjnych zaczęły jeść ryby. Kiedy 10 lat temu byłam w Portugalii miałam duży problem, żeby zjeść dobry obiad, bo wszędzie podawano morskie ryby, których nie znałam i nie lubiłam. W międzyczasie dałam się przekonać, że taka ryba jest zdrowszym zamiennikiem mięsa i że jedzenie jej wyjdzie mi na dobre. I bynajmniej nie zaczęłam jeść ryb słodkowodnych, czy śledzia, które tradycyjnie je się w Polsce, tylko właśnie tuńczyka i łososia, czyli dokładnie tak samo jak kilka milionów innych ludzi na całym świecie. Hillenbrand w swoim kryminale zwraca uwagę na ukryty koszt tej powszechnej zmiany upodobań. A wszystko to w dobrej atmosferze, ale też w napięciu, gdy trzymamy kciuki za sercowe i detektywistyczne poczynania Xaviera Kieffera.

czerwone zloto


Czerwone złoto
Autor: Tom Hillenbrand
Wydawnictwo: Smak Słowa
Seria kryminałów kulinarnych
Data premiery: 2016
Ilość stron: 348
Okładka: miękka


Related Posts

“Smak chili, smak życia” – recenzja

“Smak chili, smak życia” – recenzja

Czy da się opowiedzieć całe swoje życie poprzez kolejne dania wykwintnej kolacji? Eve, bohaterka tej książki gotuje właśnie taką ucztę, która symbolizuje jej wejście w dorosłość. Każda potrawa z czymś się kojarzy, coś znaczy. Eve poznajemy zawsze pośrednio, poprzez postacie, które mają z nią coś […]

“Słoiki na słodko i na słono” jako pomysł na klub obiadowy w pracy

“Słoiki na słodko i na słono” jako pomysł na klub obiadowy w pracy

Słoiki z wydawnictwa Buchmann nie są przeznaczone dla dzieci w Warszawie, tylko dla nas do pracy, żebyśmy mogli zabrać sobie do biura coś pysznego. Co będzie potrzebne? Oczywiście słoik, może być też pudełko lunchowe (ale wtedy nie olśnimy kolegów z biura piękną, kolorową kompozycją), oraz […]



Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


Bitnami