Bucket list – lista marzeń 2019

Bucket list – lista marzeń 2019

Co roku od mniej więcej 2013 robię sobie listę marzeń urodzinowych. To coś w rodzaju bucket list, ale przy założeniu, że chciałabym zrobić to w tym roku, nie wybieram się na tamten świat w najblizszym czasie i że chętnie zaproszę kogoś, żeby zrobił to ze mną, bo jest fajniej w grupie i zwiększa to szansę, że naprawdę to zrobię a nie tylko będę chcieć.

Lista nazywała się urodzinową, bo przyjaciele mogli wpisać się na wspólne realizowanie czegoś z listy zamiast materialnego prezentu. Pierwotnie nazywałam ją listą marzeń z czapy, bo większość była dość abstrakcyjna. Typu pojechać zjeść kanapkę cieszyńską w sklepie Społem w Cieszynie.

To była taka mała inspiracja “Ostatnim wykładem” Randy Pauscha, który jest o tym, żeby realizować swoje marzenia z dzieciństwa/ z czapy.

Wszystko działało jak w zegarku do 2017, kiedy miałam taki sajgon w czerwcu, że nie wyrobiłam się z nową listą i zrobiłam ją dopiero jako listę marzeń imieninowych we wrześniu. Niestety pora roku sprawiła, że wiele punktów z listy zostało niezrealizowanych, bo zwłaszcza te wyjazdowe łatwiej jest zaplanować w wakacje i kiedy jest dobra pogoda.

Wiem o czym mówię, bo w zeszłych roku w styczniu, na 15 stopniowym mrozie realizowałam punkt programu pod tytułem Lody z Jadowa koło Wołomina. Lody okazały się zamknięte w zimie, o czym Wujek Google zapomniał wspomnieć, ale za to miałam wspaniałą wycieczkę ze zwiedzaniem po Mazowszu. Wprawdzie był to głównie roadtrip polegający na podjeżdżaniu samochodem pod zabytek czy ciekawe miejsce, które chciałyśmy zobaczyć, wysiadaniu na sekundę żeby rzucić okiem i wracaniu biegiem z powrotem do ciepłego wnętrza.

Za to przenocowałyśmy w cudownym Pałacu Łochów. Następnego dnia żelaznym punktem programu miały być wieczorne lody z Jadowa. Lody zamknięte na patyk, ale za to podwiozłyśmy na stopa panią, która tak się zaczytała, że przejechała swój przystanek autobusu. Gdyby nie my nie miałaby jak dotrzeć do domu.

Oczywiście wbiłyśmy się do niej na herbatę w jej pięknej zabytkowej chacie wiejskiej, gdzie okazało się, że nasza nowa znajoma jest krytykiem literackim.

Wiele marzeń urodzinowych spełniło się z opóźnieniem, ale za to z odsetkami. W którymś roku chciałam pojechać na farmę ślimaków i do jakiejś polskiej winnicy. W pierwszym terminie się nie udało, ale za to kiedy miałam już bloga, byłam na warsztatach dla blogerów na farmie ślimaków koło Pasłęka, w czasie których mogłam też pograć w golfa. Podobnie z winnicami. W 2018 byłam na wyjeździe studyjnym dla blogerów winiarskich w winnicach koło Tarnowa i Nowego Sącza, mogłam spotkać się z winogrodnikami i spróbować rocznika 2018, więc w sumie opłacało się poczekać.

W 2018 w ogóle nie zrobiłam listy. Nie mam pojęcia dlaczego. Jak można się domyślić skuteczność realizacji moich turystycznych pomysłów spadła na twarz.
A szkoda, bo dostarczały mi one wiele radości (jak mówią osoby, które przeczytały Marie Kondo o jeden raz za dużo – sparkowały mi joy) i zwykle były to bardzo proste rzeczy np żeby dostać kremowym tortem w twarz, pojść na festiwal kolorów (taki z obrzucaniem się barwnikami), zwiedzić schron atomowy w Kampinosie czy pojechać na plantacje lawendy.

No więc postanowiłam się ogarnąć i zrobić zaległą listę rzeczy, które chciałabym zrobić w tym roku, licząc że mnie to zmotywuje, znajdzie się towarzystwo na wyprawę i że ogólnie ten plan wyleci wróblem a wróci wołem.

Marzenia raczej jedzeniowe / przyziemne niż kulturalne, ale uznałam, że jestem po MISHu, więc nic nie muszę nikomu udowadniać.

Vivino

  1. Spróbować wszystkich 292 stylów wina w aplikacji Vivino

    Vivino to takie pokemony dla osób, które lubią wino. Apka ma pomóc nam wybrać wino w restauracji i w sklepie. Wystarczy, że zrobimy zdjęcie etykiecie a apka sama rozpoznaje co mamy przed sobą i informuje nas, jakie oceny wystawiły osoby, które próbowały tego wina, jaki to szczep i do jakich potraw pasuje i ile to wino powinno mniej więcej kosztować.
    Jest też element społecznościowy, bo możemy zobaczyć, co piją nasi znajomi. Moja ulubiona funkcja to grywalizacja, bo za dodawanie recenzji dostaje się punkty.
    Apka informuje nas też, gdy próbujemy jakiegoś rodzaju/typu wina po raz pierwszy.
    Takich pierwszych momentów może być aż 292!

Na razie mam 72, więc jeszcze trochę przede mną. Trzymajcie kciuki i polecam się jakby ktoś miał w piwniczce brazylijskie Syrah, Viogniera z Chile, coś z Grecji lub Izraela, japońskie Koshu. Nikt, nic? To może chociaż Cremanta z Luxemburga i Chasselas ze Szwajcarii?

 

2. Żeby ktoś mi zrobił łososia Bridget Jones na drugiej randce

Bardzo lubię książki kucharskie i insiderskie żarty. W “Prosto” ostatniej książce Ottolenghiego jest bardzo ciekawy meta przepis. Zaczęło się od tego, że scenarzyści Bridget Jones wymyślili potrawę, którą Bridget zaserwowano na jej drugiej randce. Był to wyssany z palca przepis na łososia niby z książki Ottolenghiego.
Ottolenghi się wczuł i w kolejnej książce odtworzył przepis z tego filmu. Prosty i zdrowy.
Ponieważ marzeniom trzeba pomagać, to załączam przepis

łosoś Bridget Jones Ottolenghi

3. Ugotować coś ze szczeżuj własnoręcznie złapanych…

np w jeziorku Rokola w Otwocku Wielkim.
W sensie, że mogą być złapane przez kogoś, złapane gdzieś indziej, lub kupione w wietnamskim sklepie. Kluczowym elementem tego marzenia jest zjedzenie co najmniej jednej szczeżui.
Zaczęło się od tego, że Moja przyjaciółka mieszka nad Świdrem i w wakacje uwielbiam wbić się do niej nad rzekę, albo na wspólne pływanie w jeziorku Rokola. Woda jest na tyle czysta, że są tam szczeżuje. W przeciwieństwie do dzikich ślimaków, które mogą być żywicielami pośrednimi pasożytów, jedzienie szczeżuj jest podobno dość bezpieczne.
Ktoś coś?

4. Pójść na jakieś święto z nie mojego kręgu kulturowego

…. do kogoś do domu np. Thanksgiving, Tet, Chanuka. Może być to interpretacja święta np. własna wersja szwedzkiego Święta Lata.

5. Metrowy kebab lub kebab tort w Radzyminie

100 cm kebabu kosztuje tam 70 zł. Ja stawiam, ale całego nie zjem i nie mam samochodu.
Mają tam też kebab tort, tylko chyba trzeba go zamówić wcześniej.

6. Cricova, czyli zwiedzanie mołdawskiej podziemnej winnicy

I w ogóle Besarabia jest podobno fajna. Mogą być też Wyspy Sołowieckie albo Iran.

Byk Łysenko

7. Obejrzeć film “The Desert of Forbidden Art

…Amandy Pope i Tchavdara Georgieva. W czasie moich ostatnich wakacji trafiłam do Nukus. Nukus to całkiem spore miasto, stolica Republiki Karakałpackiej w zachodnim Uzbekistanie.
Jedną z głównych atrakcji jest muzeum sztuki im. Igora Sawickiego, które ma największą kolekcje obrazów rosyjskiej awangardy. Badacze przyjeżdżają do Nukus z całego świata, żeby zobaczyć słynnego “Byka” Łysenki, ale też prace mniej znanych twórców jak Nikritin, Mazel czy Isupov.
Z powstaniem tej kolekcji w tak niecodziennym miejscu wiąże się bardzo ciekawa historia. W czasie kiedy jedynym słusznym kierunkiem był socrealizm artyści awangardowi i ich prace byli prześladowani, ale znaleźli schronienie na peryferiach mocarstwa. Góry wysoko, a cesarz daleko. Blisko był za to Igor Sawicki, który był na tyle mądry, że poznał się na wartości artystycznej tych obrazów i na tyle sprytny, że zdołał je ukryć przed okiem Saurona.

Film jest na Amazon Rent a na YT jest zajawka.

8. Znaleźć sens życia…

…zakochać się, schudnąć 10 kilo i mieć nowy kreatywny projekt np. podcast albo napisać książkę. Na serio.

Mam ostatnio refleksję, że jestem świetna w planowaniu przyjemności i planowaniu krótkoterminowym, ale brakuje mi pary do rzeczy ważnych, ale nie pilnych. Więc żeby coś się tu ruszyło.


Related Posts

Dietoland, Obsesja piękna i Wściekły kucharz – czyli co czytam we wrześniu

Dietoland, Obsesja piękna i Wściekły kucharz – czyli co czytam we wrześniu

W gazecie, którą czytam jest rubryka o książkach (kucharskich), które zmieniły życie danej osoby. U mnie taką wielką zmianą są książki krytycznie podchodzące do diet. Przecież nadwaga to jedno z najgroźniejszych zagrożeń cywilizacyjnych, więc co może być nie tak w dietach odchudzających? Ale po kolei. […]

2018 – next, please – podsumowanie roku

2018 – next, please – podsumowanie roku

Nie był to najlepszy rok dla mnie, chociaż było sporo dobrych momentów, bo ogólnie mam całkiem dobre życie. Albo chociaż ciekawych momentów, bo sporo się działo. Jestem pewna, że 2019 będzie lepszy, ale o to nie trudno, biorąc uwagę, że w 2018 miałam epizod depresyjny, […]




%d bloggers like this: